Od chwili kiedy Wódz K. ogłosił nowe obietnice wyborcze czyli słynnego hattricka, nie ustają komentarze na ten temat. Szczególnie mocno komentowana jest kwestia szybkiego wzrostu pensji minimalnej do 2600 zł w 2020, oraz aż do 4000 zł w 2024.
Mój komentarz z linkiem na Linkchat również wywołał duży odzew czytelników.

Dlatego dziś postanowiłem trochę głębiej omówić ten temat. Płaca minimalna podnosić czy nie?
Skąd się biorą dochody?
W największym uproszczeniu dochody pochodzą z pracy lub z kapitału. To jest najistotniejszy czynnik rozróżniający. Jedni ludzie inwestują kapitał w przedsięwzięcia, następnie zatrudniają innych ludzi, a Ci pracują tam w celu osiągnięcia jak najwyższych dochodów.
Zarówno jedni, jak i drudzy mają na uwadze własny interes. Chcą połączyć własne siły, umiejętności i zasoby w celu zaspokojenia swoich partykularnych interesów.
Każdy bogaty człowiek (przypominam, że bogaty to nie ten, co dużo zarabia, tylko ten co dużo ma) stara się wykorzystać swój kapitał w celu zapewnienia sobie jak największych dochodów, przy jak najmniejszym udziale pracy własnej. Jest to pragnienie jak najbardziej logiczne i uzasadnione.
Drogi Czytaczu, właśnie rozpocząłeś czytanie kolejnego darmowego wpisu na witrynie www.Bogaty.Men. Mamy nadzieję, że twój czas nie zostanie zmarnowany. W ramach podziękowań chcielibyśmy prosić Cię na końcu wpisu o OCEŃ GWIAZDKI ☆ i PODAJ DALEJ w serwisach społecznościowych. Może ktoś inny skorzysta i w przyszłości się tym samym Tobie odwdzięczy. Dziękujemy za twój Marketing Społecznościowy (&Szemrany).
Z kolei biedni ludzie, czyli ci co nie mają kapitału, muszą pracować, żeby zaspokoić swoje choćby podstawowe potrzeby życiowe. Poszukują zatem pracy, czyli jakiegoś człowieka bogatego, aby pracując dla niego, zrealizować swoje cele. A ponieważ bogaci ludzie też poszukują ludzi biednych do pracy, po to, żeby zwiększyć swoje bogactwo, takim sposobem dochodzi do nawiązania stosunku pracy.
Funkcjonujące na powyższych zasadach przedsiębiorstwa wypracowują wartość dodaną, czyli sławne PKB. Po sprzedaży wypracowanych towarów i usług dochodzi do podziału wypracowanej wartości dodanej między pracodawców a pracobiorców.
Można tutaj założyć, że pewnie daliby radę dogadać się sami, ale od wieków w ich umowy ingeruje trzeci gracz, czyli państwo. Państwo określa zasady, na jakich te umowy maja być nawiązywane. Dodatkowo państwo potrzebuje pieniędzy na swoje utrzymanie i utrzymanie władzy nad obywatelami. Dlatego opodatkowuje i pracodawców i pracobiorców.
W ten sposób państwo np. polskie zgarnia około 40% PKB w postaci różnych danin i dalej sobie te pieniążki redystrybucje wg. własnego uznania. Dzięki temu może realizować swoją politykę.
Kiedy spojrzymy bliżej na owe 40% PKB zebrane w daninach okazuje się, że ogromną większością tych danin obciążeni są pracobiorcy. Rząd zauważył, że znacznie łatwiej dobrać się do dochodów pracobiorców, bo dochody z pensji jest dość ciężko zoptymalizować.
Pracodawcy mają znacznie szerszy zakres możliwości optymalizacyjnych. Stać ich na prawników, mogą zmieniać jurysdykcje podatkowe czy formy prowadzonej działalności, tak, żeby w efekcie ich danina dla państwa była jak najmniejsza.
Państwo to widzi, więc zamiast zwiększać swoje dochody przez podnoszenie CITu, woli dobrać się do dochodów pracodawców metodą pośrednią, poprzez podniesienie pensji minimalnej, którą dalej jest stosunkowo łatwo obłożyć ZUSem i PITem. Dodatkowo pracobiorcy swoje dodatkowe pieniążki na pewno skonsumują więc pojawią się też wzmożone wpływy z akcyzy i VATu.
Wprowadzając i ustalając pensje minimalną państwo pełni rolę regulatora rynku. Jednocześnie może realizować też własną politykę i tym sposobem powiększać swój udział w redystrybucji dochodów. Można również powiedzieć, że występuje w interesie pracobiorców, bo szczególnie w Polsce, gdzie praktycznie nie ma związków zawodowych, zwiększa siłę negocjacyjną słabszej strony.
Udział płac w PKB
Jest to kluczowy wskaźnik jeśli chodzi o to, ile może wynosić pensja, średnia czy też minimalna.
Ten wskaźnik rzadko pojawia się w dyskusjach ekonomicznych, bo przecież nie po to ktoś zostaje ekonomistą, żeby bronić interesów pracowników. Ten, który zatrudnia „ekonomistę” raczej nie życzy sobie, żeby ten ględził o niskim i ciągle zmniejszającym się udziale płac w PKB. Zatem jak wygląda sytuacja.

Spójrzmy na powyższą grafikę. Dla Polski udział płac w PKB wyniósł 48% w 2017 roku. Dla innych krajów naszego regionu wygląda to podobnie. Zgoła inaczej wygląda ten sam wskaźnik dla krajów rozwiniętych Europy Zachodniej, gdzie średnia to około 55%.
Liberałowie i zwolennicy szkoły austriackiej twierdzą, że płace rosną ze wzrostem PKB.
W Polsce nie do końca to nastąpiło, bo pomimo, że wzrost PKB w ostatnich 30 latach wyniósł ok 225% to płace urosły tylko 200%. Zatem to pracodawcy zgarnęli brakującą część.
Czy wykorzystując coraz to większy udział swoich zysków w PKB podnieśli konkurencyjność gospodarki, czy zautomatyzowali swoje fabryki do takiego stopnia jak na Zachodzie? No nie, bo po co inwestować w automatykę skoro jest tania siła robocza. Każdy pomysł inwestycyjny w przedsiębiorstwie musi przejść przez sito kryteriów opłacalności. Zwyczajnie liczy się payback dla inwestycji. Nikt nie zakupi robotów, jeśli nie będzie paybacku. A ludzie w Polsce są zwyczajnie tańsi niż roboty, więc nie ma wielkiego parcia na unowocześnianie przemysłu.
Warto pamiętać, że firmy nie inwestują w zależności od tego czy mają duży zysk czy mały, tylko w zależności od tego czy dana inwestycja się szybko spłaci czy też nie. Dostęp do kapitału jest w dzisiejszych czasach dość łatwy, a sam kapitał stosunkowo tani. Więc nawet firmy, które maja relatywnie słabe rentowności są w stanie inwestować, jeśli tylko widzą sens tych inwestycji. W Polsce inwestowało się mało w unowocześnianie technologii, bo zwyczajnie taniej było korzystać z taniej siły roboczej.
Tym sposobem dochodzimy do kolejnego mitu powtarzanego jak mantra przez „Austriaków”, że płaca musi iść w parze z wydajnością produkcji. Oczywiście, że tak. Tylko, że to nie pracownik ma wpływ na wydajność produkcji. Pracobiorcy zwyczajnie przychodzą do pracy i stawiają się do dyspozycji pracodawcy. Jaką wydajność osiągną zależy w największym stopniu od pracodawcy, który zapewnia odpowiednią organizację pracy i efektywność procesów.
To nie od pracownika zależy czy w firmie będzie się pakować towar ręcznie, czy też na zautomatyzowanych liniach. A w obu przypadkach diametralnie inaczej wygląda ta osławiona wydajność produkcji. I tu kółko się zamyka, bo pracodawca, któremu nie wychodzi payback, z powodu tanich pracowników nie będzie inwestował w unowocześnienie technologii. A nie nowoczesna technologia nie zapewni wysokiej wydajności. Jak widać, Ci od których zależy wysoka wydajność nie czynili zbyt wiele w ostatnich 30 latach, aby ją zapewnić, pomimo tego, że płace rosły wolniej niż PKB. A właściwie należy powiedzieć, że właśnie dlatego nie inwestowali w nowoczesność, bo płace nie rosły.
Zatem pokazałem powyżej jak przedstawia się udział płac w PKB w przypadku krajów rozwiniętych i bogatych oraz krajów rozwijających się. Przejdźmy teraz do omówienia ogólnego zjawiska spadającego udziału płac w PKB.
Dlaczego udział płac w PKB spada od około 40-50 lat?
W źródłach zalinkowałem dwie świetne analizy (OECD i McKinseya) potwierdzające to samo zjawisko. Otóż od wielu lat, a konkretnie od polowy lat 70-tych udział płac w PKB systematycznie spada. Problem dotyka nie tylko krajów rozwijających się, które są zwykle wykorzystywane jako kolonie, ale również krajów rozwiniętych.
Przykładowo naukowcy z McKinsey spostrzegli, że udział płac w PKB USA spadł z 63,3 % w 2000 roku do 56,7% w 2016. Ogólnie trend spadkowy jest zauważalny od lat 50-60 tych z tym że wcześniej trend był słaby i średni poziom oscylował wokół 64%, podczas gdy dramatyczny spadek nastąpił po 2000 roku.
Panowie przeanalizowali długi okres czasu w wielu branżach i doszli do wniosku, że największy wpływ na obniżanie się udziału płac w PKB mają:
- Supercycles and boom-bust – 33%
- Rising depreciation and shift to IPP capital – 26%
- Superstar effects and consolidation – 18%
- Capital substitution and technology – 12%
- Globalization and labor bargaining – 11%
Oczywiście każdy z tych 5 czynników wpływał z różną siłą na różne branże. Wyjaśnijmy np. wpływ pierwszego. Otóż ten czynnik spowodował największe przesunięcie podziału wypracowanej wartości dodanej w sektorze wydobywczym i developerce.
Jak działają cykle i boom-bust w tych sektorach chyba wszyscy wiedzą. Ceny surowców i nieruchomości są najpierw pompowane, później nagle spadają. Jak to się ma na podział wartości dodanej? No więc pensje w branży rosną stabilnie, głównie w oparciu o CPI czyli jakieś 2-4% rocznie. Ceny surowców i nieruchomości potrafią zaś rosnąć o kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt procent rocznie. Cały rosnący zysk wpada do kieszeni pracodawców wpływając na obniżenie udziału płac w wartości dodanej.
Kiedy przychodzi kryzys, biznesy padają z hukiem, ludzie idą na bruk i nigdy nie dochodzi do odzyskania udziału płac w wartości dodanej.
Drugi czynnik jest prawie nieznany w literaturze. Chodzi o rosnący wpływ sposobów amortyzowania praw do własności intelektualnych, co powoduje większe korzyści dla pracodawców, będących właścicielami tychże praw w odniesieniu do pracowników.
Trzeci czynnik to efekt konsolidacji i firm będących gwiazdami w swojej branży. Oczywiście to jasne, że firma wchodząca na rynek z innowacyjnym produktem czy usługą może liczyć na ponadprzeciętne marże, natomiast jej pracownicy raczej nie mogą liczyć na ponadprzeciętne płace, bo o nich decyduje „rynek”. Jeśli chodzi o konsolidacje, czyli merger & acquisitions to też jest jasne, że firmy się łączą po to, żeby zachować swoje zsumowane rynki i przychody, ale osiągnąć synergie kosztowe, czyli głównie zwolnienia zdublowanego personelu.
Czwarty czynnik to zastępowanie pracy ludzi nowymi technologiami i automatyzacją, dzięki czemu firmy mogą osiągać te same bądź większe zyski, przy coraz mniejszych kosztach pracy.
Wreszcie ostatni czynnik to wpływ globalizacji na negocjacje płacowe między pracodawcami a pracownikami. Nie od dziś wiadomo, że dzięki otwartym granicom kapitał może się łatwo przenosić i jeśli w jednym kraju, koszty pracy są zbyt wysokie, np. na skutek zbyt silnej pozycji negocjacyjnej pracowników, zawsze można przenieść biznes do innego kraju o niższych kosztach pracy.
Podsumowanie
Jeśli przyjrzymy się uważnie raportom OECD i McKinseya zauważymy, że po pierwsze udział płac w PKB jest relatywnie większy w krajach rozwiniętych (gdzie wynosi ok. 55%) niż w krajach rozwijających się ( gdzie wynosi ok. 40%).
Po drugie udział płac w PKB systematycznie spada, szczególnie w krajach rozwiniętych od lat 50-60 tych kiedy to wynosił 60-70%. Źródła o tym nic nie piszą, ale moim zdaniem jedną z przyczyn, innych niż wcześniej wymienione, jest rok 1973 czyli początek psucia dolara. Wcześniej każdy rozumiał i czuł co znaczy twarda, wymienialna na złoto waluta. Jednak taki stan nie podobał się politykom, ale również pracodawcom. Dlatego zdecydowano się na zerwanie pegu ze złotem co powodowało utratę wartości waluty w sposób nie do końca odczuwalny dla pracowników, którym wydawało się, że zarabiają coraz więcej, bo przecież dostają podwyżki.
Jednakowoż podwyżki płac były zawsze uzależnione od inflacji CPI, która jak wiemy jest liczona w specyficzny sposób i całkowicie oderwany od podaży pieniądza M3, który w sposób decydujący wpływa na realną wartość waluty i rzeczywistą inflację.
Czy zatem podwyższać, czy nie płacę minimalną?
Co możemy zatem powiedzieć o pensjach minimalnych wiedząc powyższe.
- Otóż podnoszenie pensji minimalnych jest nie rękę przede wszystkim pracodawcom, bo podwyższa udział płac w PKB, jednocześnie zmniejszając część tortu dla pracodawców,
- Najbardziej szkodliwe jest podnoszenie płac minimalnych dla pracodawców z biznesów gdzie udział płac w przychodzie jest wysoki a rentowność niska,
- Podnoszenie płacy minimalnej jest również szkodliwe dla średniej kadry, czyli specjalistów i menedżerów, ponieważ pracodawcy będą próbować optymalizować koszty pracy poprzez zabieranie tym wyżej opłacanym, żeby dać tym niżej opłacanym. Taką sytuację mamy na Zachodzie, gdzie są stosunkowo wysokie pensje minimalne i duży udział płac w PKB. Zarobki menedżerów zaczynają się tam już od około 1,5-2x pensja minimalna, podczas gdy w Polsce jest to raczej od 2.5x wzwyż. Dochodzi więc do spłaszczenia struktury płac tym samym zwiększenia relacji między płacą minimalna a średnią do nawet 60% - zjawisko szczególnie widoczne we Francji, ale nie tylko.
- Podnoszenie płacy minimalnej wpływa na wzrost inflacji, bo najmniej zarabiający pracownicy najczęściej wydają całe swoje wynagrodzenia, co powoduje zwiększoną konsumpcję. Tym samym jest to kolejny czynnik dla utraty siły nabywczej klasy średniej pracującej.
- Podnoszenie płacy minimalnej w pewnych rozsądnych granicach jest stymulujące dla gospodarki i wpływa na zwiększenie PKB, poprzez większą konsumpcję tych najmniej zarabiających, oraz zwiększone inwestycje pracodawców w unowocześnienie procesów. Jako rozsądną granicę uważam obecnie poziom krajów rozwiniętych czyli około 55% udziału płac w PKB. W Polsce jest to obecnie 48% czyli istnieje miejsce na około 7% wzrostu udziału płac w PKB czyli, uwaga 15% wzrosty płac – czyli dokładnie tyle ile proponuje rząd. Wyższe podniesienie płacy minimalnej spowodowałoby niechybnie ucieczkę przedsiębiorców do innych jurysdykcji, ewentualnie boom na automatyzację, co prowadziłoby do gwałtownego wzrostu bezrobocia.
Arcadio
Źródła:
https://www.oecd.org/g20/topics/employment-and-social-policy/The-Labour-Share-in-G20-Economies.pdf