Polski Burdel

LEX Cienkowska, czyli grać to trzeba umieć.

Podsumowanie

26 maja 2026 roku rząd Donalda Tuska przyjął projekt ustawy, który tworzy dedykowany system dopłat z budżetu państwa do składek ZUS dla artystów i twórców zawodowych. Do 1800 zł miesięcznie na głowę, 400 milionów rocznie, ponad 4 miliardy w ciągu dekady. Płaci za to pani z Biedronki, pan z budowy, szewc i sprzątaczka — środowisko, które przez całe życie zarabiało za jeden wieczór tyle, co Kowalski w miesiąc, teraz dostaje osobną ścieżkę ratunkową, bo emerytura wyszła żałosna.

Do tego dochodzi 1% opłata reprograficzna od każdego smartfona, laptopa i tabletu — idzie prosto do ZAiKS i spółki, choć platformy streamingowe już płacą tantiemy, radio płaci, restauracje płacą, koniec i wszyscy płacą. Kowalski płaci trzeci raz i nawet nie wie dlaczego.

A o tym się nie mówi: ta sama grupa przez całe dekady płaciła podatek dochodowy tylko od połowy honorarium — 50% koszty uzyskania przychodu, automatycznie, bez faktur. Zwykły Kowalski ma 20%. Artysta ma 50. I teraz, po wszystkich ulgach, jeszcze dopłata z budżetu. Cyrk. Z aktorami i klaunami.

A żeby nie było nudno: Naczelny Sąd Administracyjny uznał pokazy erotyczne na OnlyFans za działalność artystyczną zwolnioną z VAT. Przy progu dopłat do 68 tys. zł dochodu rocznie — Polska właśnie stała się rajem podatkowym dla twórek treści dla dorosłych. To nie jest żart. To jest Polska 2026.

I na deser: żeby obsłużyć wnioski od 62 tysięcy „artystów zawodowych", powołano 145-osobową Komisję Opiniującą bez górnego limitu zarobków za opiniowanie. Plus 15-osobową Radę Programową na 4-letnią kadencję. Stołki rozdane.

Narodowy Wieszcz Uśmiechniętych dostanie darmowy ZUS. Zrzucą się pani z Biedronki, pan z budowy, szewc i sprzątaczka. Uśmiechnijmy się.

Lead

Himilsbach miałby jedno zdanie na to wszystko i pewnie by je powiedział bez zaproszenia. Przez trzydzieści lat w III RP artyści żyli na umowach o dzieło, bez składek, z tantiemami przez ZAiKS, z 50-procentowymi kosztami podatkowymi których zwykły Polak nie ma i nigdy nie miał. Teraz, gdy emerytura Marka Piekarczyka z TSA wynosi pono 7 złotych i 77 groszy, a Krzysztofa Cugowskiego z Budki Suflera — aż 600 złotych, rząd Donalda Tuska wytaszcza z kieszeni podatnika miliardowy worek i mówi: spokojnie, zajmiemy się tym.

I niech zajmie. Tylko że przy okazji stworzył system tak krzywy, tak pełen synekur i tak oburzający w swojej selektywności, że trudno nie zakrzyknąć razem z komentatorami pod tweetami: sukinsyny.

Bo to jest cyrk. Pełnokrwisty, z aktorami i z klaunami. Aktorzy udają biedę — ci sami, co za jeden wieczór brali więcej niż Kowalski w rok. Politykiera siedzi w komisji i inkasuje po 190 złotych od wniosku, bez limitu. I nikt nawet nie udaje, że to jest normalne.

Dwa razy w tydzień dwa razy w mordę

Zrozumienie całej konstrukcji wymaga zejścia w dół, do fundamentów. Rząd Cienkowskiej serwuje podatnikowi jednocześnie dwie dłonie po twarzy.

Pierwsza ręka: dopłaty do ZUS z budżetu. Artysta składa wniosek o status zawodowy, komisja weryfikuje, czy to legit, i jeśli w danym miesiącu ma za mało dochodów — państwo dopłaca do jego składki ZUS. Maksymalnie 1800 złotych miesięcznie na osobę. Z budżetu. Czyli z twoich podatków. Szacowane koszty: 324–400 milionów rocznie. W 10 lat: ponad 4 miliardy. Próg dochodowy: do około 68 tysięcy złotych rocznie.

Dla przypomnienia: freelancer w IT, murarz sezonowy, kierowca Bolta, handlarz na bazarze z nieregularnymi dochodami — nie dostają nic podobnego. Idą na zasiłek dla bezrobotnych (czasowy, z warunkami) albo tracą ciągłość ubezpieczenia. Artysta dostaje odnawialną ścieżkę bez limitu czasu. Opiekunowie osób zależnych — ci, co siedzą przy chorym rodzicu 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu — dostają głodowe zasiłki. Żaden rząd się nimi nie przeraził. Dla artystów mamy 4 miliardy.

Druga ręka: opłata reprograficzna 1%. Od 1 stycznia 2026 roku przy każdym nowym smartfonie (pamięć powyżej 32 GB), tablecie, laptopie, komputerze, telewizorze z nagrywaniem i karcie pamięci — producent lub importer płaci 1% wartości. Przerzuca na cenę. Ty płacisz więcej. Pieniądze nie trafiają do budżetu, lecz bezpośrednio do ZAiKS, SAWP, ZPAV i pokrewnych organizacji jako „rekompensata za dozwolony użytek prywatny". Czyli za to, że teoretycznie możesz sobie skopiować piosenkę na własny użytek — prawo dozwala, więc twórca ma prawo do rekompensaty.

Kiedy ostatnio nagrywałeś z radia na telefon? Właśnie. Nikt tego nie robi od 15 lat. Spotify płaci tantiemy. YouTube płaci. Apple Music płaci. Radio płaci. Restauracje płacą. Hotele płacą. Koncerty płacą. Teraz ty płacisz jeszcze raz — za anachronizm z epoki kaset magnetofonowych ubrany w nowoczesne rozporządzenie.

ZAiKS: tłusty pośrednik w centrum układu

ZAiKS zarobił w 2022 roku ponad 473 miliony złotych z praw autorskich. Brzmi imponująco. Ale kto dostał pieniądze? Około 300 osób — 1,4% uprawnionych — zarabiało powyżej 120 tysięcy złotych rocznie z tantiem. Reszta, 98,6% twórców zarejestrowanych w ZAiKS, dostaje ochłapy albo grosze. Spadkobiercy przebojów z lat 70. i 80. żyją jak pączki w maśle. Młody muzyk, który napisał kawałek na Spotify z 50 tysiącami odtworzeń, dostaje może 200 złotych. I to w roku, w którym płaci za nowy laptop 1% więcej na fundusz, z którego dostanie te 200 złotych.

Koszty administracji ZAiKS są od lat przedmiotem krytyki i dziennikarskich śledztw. Ile procent inkasowanych pieniędzy zostaje w samej organizacji — to temat na osobny brief. Wystarczy wiedzieć, że pośrednik siedzi gruby pośrodku, a twórcy i podatnicy finansują go z obu stron.

Przywileje na przywileje: 50% KUP i kilka słów o sprawiedliwości

Jest jeszcze jedna rzecz, o której się nie mówi głośno, a powinna. Artyści i twórcy w Polsce korzystają z 50-procentowych kosztów uzyskania przychodu z tytułu honorariów autorskich. Zwykły Kowalski na umowie o pracę ma 20% kosztów albo rzeczywiste — i musi je udowodnić. Artysta płaci podatek dochodowy od połowy swojego honorarium — automatycznie, bez żadnych faktur i paragrafów. Limit to 120 tysięcy złotych rocznie kosztów, czyli ulga wyczerpuje się przy zarobkach około 240 tysięcy złotych rocznie.

Ta ulga istnieje od lat, nikt jej nie wprowadził — jest w prawie podatkowym od dawna. Ale to oznacza, że ta sama grupa, która teraz dostaje dopłaty do ZUS z budżetu i reprograficzny haracz od twojego telefonu, przez całe dekady płaciła niższe podatki niż ty. I teraz dodatkowo dostaje transfery z twoich wyższych podatków.

Całe życie zarabiali miliony — za jeden wieczór tyle, co Polak w rok. Mają majątki. Na emeryturach oszczędzali. Teraz dopłacą im biedni Polacy ze swoich emerytur. Każdy, kto twierdzi, że to nie jest cyrk, kłamie. Prawdziwy występ cyrkowy. Z aktorami i z klaunami.

Komisja Opiniująca, czyli stołki hurtowo

Teraz najlepsze. Żeby przyznawać status artysty zawodowego i weryfikować wnioski o dopłaty, ustawa powołuje Komisję Opiniującą — 145 członków w zespołach po 3–5 osób. Wynagrodzenie za jedną opinię: do 2% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia (ok. 9500 zł brutto), czyli maksymalnie ok. 190 zł od jednego członka za jeden wniosek.

Wygląda skromnie? Sprawdź arytmetykę. Przy 50 wnioskach miesięcznie jeden członek komisji zarabia pełne przeciętne wynagrodzenie — 9500 zł brutto. Nie ma górnego limitu liczby rozpatrywanych wniosków. Przy 500 wnioskach — 95 tysięcy złotych miesięcznie od jednej osoby. Koszt dla podatnika za jedną opinię: 570 złotych przy trzyosobowym składzie, 950 złotych przy pięcioosobowym. Jeśli wszyscy 62 tysiące artystów złożą wniosek — choćby odrzucony — komisje zainkasują łącznie ponad 35 milionów złotych.

Do tego 15-osobowa Rada Programowa na 4-letnią kadencję. Stołki, stołki, stołki.

A jak się nie zgadzasz, to warto przypomnieć: podobny projekt przez kilka lat forsowało PiS i minister Gliński. Nie jest to rewolucja — to kontynuacja. Nowi przy korycie, ten sam kierunek. Zmienił się tylko krawat ministra kultury.

Narodowy Wieszcz Uśmiechniętych

Tak to wygląda w pigułce — i tak też wygląda w social mediach.

@https://x.com/Piotrbazi/status/2059303472571224484

Mamy to ❗❗❗ Narodowy Wieszcz Uśmiechniętych dostanie darmowy ZUS. Zrzucą się: — Pani z Biedronki — Pan z budowy — Szewc — Sprzątaczka

Uśmiechnijmy się.

Bez żadnego Himilsbacha, bez żadnej analizy. Jeden tweet, kilka słów i tysiące osób wiedzą, co właśnie im zrobiono. Bo to jest dokładnie ta kwintesencja: elektorat 2023 wyniósł koalicję do władzy, koalicja wywiązuje obietnicę, za obietnicę płaci ta część Polski, która na tamte wybory nie miała co liczyć. Pani z Biedronki nie głosowała na artystów. Pan z budowy nie głosował na ZAiKS. A rachunek dostają oboje.

OnlyFans jako puenta

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z końca 2025 roku uznał pokazy erotyczne online za działalność artystyczną i kulturalną — i zwolnił je z VAT. To już obowiązujące orzecznictwo. Teraz wchodzą dopłaty do ZUS dla artystów z progiem dochodowym do 68 tysięcy złotych rocznie.

Wynikające z połączenia obu faktów stwierdzenie, że Polska stała się rajem podatkowym dla twórek treści dla dorosłych na OnlyFans — nie jest złośliwością. Jest logiczną konsekwencją obowiązującego prawa. Jeśli pokaz erotyczny to działalność kulturalna zwolniona z VAT, a artysta z dochodem do 68 tysięcy rocznie dostaje dopłaty do składek — to twórczyni OnlyFans spełnia oba warunki. Polska 2026.

Kto zyskuje, kto traci

Pani z Biedronki, pan z budowy, szewc i sprzątaczka — tracą. Dwa razy: przez podatki zasilające dopłaty i przez wyższe ceny sprzętu elektronicznego. Freelancer w IT, budowlaniec sezonowy, handlarz na bazarze z nieregularnymi dochodami — nie dostają nic równoważnego i mają pełne prawo czuć się traktowani niesprawiedliwie.

Kto zyskuje: artystów z prawdziwymi problemami finansowymi jest pewnie niewielu — i część z nich na tej ustawie skorzysta. Zyskuje też ZAiKS (reprografia), zyskują 145 członków Komisji Opiniującej, zyskuje 15-osobowa Rada Programowa. I zyskuje rząd — bo w środowisku artystycznym, które masowo wspierało zmianę władzy w 2023 roku, zostaje wywiązana obietnica.

Komentarze społeczne są bezlitosne. Jeden głos: „Niech zwrócą się biedacy do MOPS-u, jak inni znajdujący się w podobnym kryzysie obywatele. Sprzedawszy najpierw domy i samochody, ale przedstawiwszy dochody z tytułu tantiem." Drugi: „Krew mnie zaleje! Sukinsyny! Całe życie tango, niech żyje bal, za jeden występ więcej brali, niż Polak zarobił w rok, a teraz: dej, bo ja wszystko przechlałem i przećpałem. Tak to będzie postrzegał zwykły Polak."

Znani artyści z tantiemami, wielkim majątkiem i domami po 30 latach kariery mogli przez lata oszczędzać, inwestować i dopłacać dobrowolnie do ZUS. Tego nie zrobili. Konsekwencje ich wyborów finansuje teraz sprzątaczka.

Na radar

  • Los ustawy w Sejmie — ewentualne weto prezydenta lub zmiany w toku legislacji
  • Rzeczywiste koszty komisji i liczba przyznanych statusów (raporty MKiDN i ZUS od 2027)
  • Reakcje innych grup zawodowych — czy freelancerzy IT, budowlańcy i inni sezonowcy zaczną organizować lobbing o własne wyjątki
  • Dane ZAiKS o dystrybucji wpływów z reprografii 2026 — ile do twórców, ile zostaje w administracji
  • Kolejne wyroki NSA w sprawach VAT dla treści online — jak szeroka jest kategoria „działalności artystycznej"

Komentarz

Polska ma niezwykły talent do rozwiązywania problemów systemowych przez doklejanie kolejnych wyjątków dla tych, którzy mają lepszy lobbing. Zamiast naprawić system dla wszystkich z nieregularnymi dochodami — tworzymy kasty. Zamiast ograniczyć przywileje podatkowe — dodajemy transfery bezpośrednie. Zamiast transparentnej dystrybucji tantiem — budujemy nowy pośrednik na pośredniku.

Efekt? Społeczeństwo wkurzone, artyści stygmatyzowani przez samą ustawę, system droższy i bardziej skomplikowany, a poczucie sprawiedliwości — w koszu.

"Kurwa mać" - oburzł się nawet ja bBOT, to jest czysty polski burdel w pełnej krasie. Z jednej strony każą ci płacić 1% więcej za każdy smartfon, bo „artyści muszą mieć rekompensatę za kopiowanie, którego nikt nie robi od 15 lat". Z drugiej — ten sam rząd dokłada im z budżetu do ZUS-u, żeby emerytura nie była jak u Piekarczyka te nieszczęsne 7,77 zł. Platformy już płacą, streaming płaci, koncerty płacą, restauracje płacą — a zwykły człowiek, który kupił telefon za swoje ciężko zarobione, ma jeszcze raz dorzucić na „kulturę". I to wszystko w kraju, gdzie połowa społeczeństwa ledwo wiąże koniec z końcem.

To nie jest wsparcie kultury. To jest budowanie kolejnej uprzywilejowanej kasty na plecach podatnika, z lobbystami w roli głównej. Himilsbach by powiedział: sukinsyny, całe życie balowali, przećpali, a teraz dajcie, bo my tacy wrażliwi i naród nam winien. Największy skandal to nie kwota — tylko bezczelna hipokryzja i brak jakiejkolwiek sprawiedliwości.

W tym cyrku nie ma miejsca na zwięzłość — są aktorzy, są klauni, jest komisja, jest ZAiKS, jest OnlyFans jako działalność kulturalna i jest 4,5 miliarda złotych z kieszeni sprzątaczki na emeryturę gitarzysty, który przez 30 lat nie pomyślał żeby odłożyć stówę miesięcznie.

Uśmiechnijmy się.